sobota, 24 stycznia 2015

Coś nowego i coś starego

W listopadzie moja chrzestna obchodziła 25 rocznicę ślubu. Miałam coś na tę okazję przygotować, planowałam z kilkuletnim wyprzedzeniem, że wyhaftuję portret. Niestety, nie miałam odpowiedniego zdjęcia. Czas mijał, a ja zapomniałam o moich planach i ciocia przypomniała mi dopiero w wakacje. I co tu robić? Fizycznie nie dam rady wyhaftować w 4 miesiące portretu! 
Zaczął się rok akademicki i trzeba było zrobić zakupy. Wśród nich znalazła się lutownica gazowa- bardzo kreatywne narzędzie z wymiennymi końcówkami, nadające się nawet do creme brulee. Mnie zaciekawiła końcówka do wypalania drewna- i w tym momencie zrodził się pomysł na prezent dla cioci i wujka. Postanowiłam, że portret powstanie- wypalony w desce.




Zdaję sobie sprawę, że napis wyszedł najgorzej, ale nie spodziewałam się takich trudności w wypalaniu literek. Mimo wszystko całość prezentuje się przyzwoicie. :)

Teraz czas na coś starszego, o czym zapomniałam. 2 lata temu spędziłam wakacje w Manchesterze i w podziękowaniu za gościnę postanowiłam wyhaftować jakiś mały upominek. Tak oto powstała różyczka, która wpasowała się w wystrój mieszkania:




środa, 3 grudnia 2014

Urodzinowo-imieninowa

Pewnego dnia "przypadkiem" przechodziłam obok pasmanterii, co okazało się niebywałą okazją, żeby wejść do środka. Postanowiłam kupić coś małego na poprawę humoru po kolejnej dawce biologii (bo było to jeszcze przed maturą). I tym sposobem moją uwagę przyciągnęły kartki, w których haft tworzył kolaż z samą ramką. Od razu pomyślałam, że taka kartka bardzo spodobałaby się mojej babci, więc złapałam najładniejszą i pobiegłam do kasy. Niedługo potem zaczęłam ją haftować. Ba! Ja nawet skończyłam! I wiecie co? Schowałam gdzieś do szuflady i znalazłam w trakcie robienia porządków, już po urodzinach babci- na szczęście jeszcze przed imieninami. Babcia bardzo się ucieszyła i teraz kartka stoi na samym środku stołu obok storczyka, który ciągle jest zbyt intensywnie podlewany! :)



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Z półrocznym opóźnieniem...

Z półrocznym opóźnieniem piszę post o Dniu Matki. Zrobiłabym to wcześniej, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie mam zdjęcia! Teraz już nie mam wymówki, żeby dłużej zwlekać, więc pokażę, co tam właściwie przygotowałam.
Postanowiłam kupić kwiaty. Ale kwiaty? Znowu? To takie oklepane... Postoją, zwiędną, pójdą do śmieci, a po tygodniu nikt już nie będzie o nich pamiętał. Z tego też powodu kupiłam truskawki i postanowiłam z nich zrobić kwiatki. Ładnie, smacznie i ciekawie.


Tak właśnie wyglądały. Do tego udało mi się zrobić kartkę z motylkiem, którego haftowało się bardzo szybko i bez większych problemów.



Ostatnio zaczęłam kolejny większy projekt, którego efekty być może się tutaj niebawem pojawią. Niestety, nie mogę sobie poradzić z dokończeniem wszystkich rozpoczętych wzorów, a w dodatku zauważyłam, że mam syndrom zbieracza - powoli buduję dożywotnią kolekcję nowych zestawów do wyhaftowania! :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Coś poszło nie tak?

Weekend majowy spędziłam na działce, a w dniu wyjazdu miałam jeszcze biologię na drugim końcu Gdańska. I jakoś tak przypadkiem, zupełnie niechcący weszłam do jednej z lepiej wyposażonych pasmanterii w mieście, żeby "popatrzeć". Mhm, wszyscy wiemy, jak to patrzenie się zazwyczaj kończy- i tym razem nie było inaczej. Dokonałam małych zakupów- 2 obrazki, z czego jeden to kartka, a drugi był z ramką, więc stwierdziłam, że idealnie nadaje się do powieszenia na pustej ścianie na działce. Udało mi się go nawet skończyć i powiesić jeszcze tego samego weekendu.  Obrazek przedstawia kwiat wiśni:




Tymczasem postanowiłam przejść się po działce i porobić zdjęcia roślinom. I okazało się, że coś poszło nie tak! Nasze wiśnie są oszukane i wcale nie mają różowych kwiatków!

 

Oczywiście, nie skończyło się na jednym hafciku i dokupiłam trzy kolejne, żeby temu nie było smutno. Być może już niedługo zabiorę się do roboty i wtedy pokażę wszystkie. :)

wtorek, 27 maja 2014

Kiedy to było...

Jutro mija rok, od kiedy wstawiłam ostatnią notkę. Stwierdziłam, że to niezbyt dobrze, więc dziś pojawia się nowa i pewnie będzie jeszcze kilka w ciągu kolejnych dni. Nie miałam w ostatnim roku mojej obowiązkowej edukacji zbyt dużo czasu. Niestety, zdecydowana większość robótkowych zajęć poszła w odstawkę. Teraz wszystko wraca do normy i znowu nitki walają się po pokoju :).
Dzisiaj chciałabym pokazać różyczkę, która powstała w podziękowaniu za gościnę. No właśnie- w zeszłym roku wakacje spędziłam w Manchesterze i udało mi się zaopatrzyć w kilka gazetek, zestawów i innych rzeczy, których w Polsce nie ma lub są, ale dużo droższe.
Wracając do róży, oczywiście nie zdążyłam dokończyć jej przed wyjazdem, więc musiałam dziubać jeszcze na miejscu po nocach i oprawiać, ukradkiem pożyczając żelazko. Ostatecznie prezentowała się tak:



W brytyjskich "funciakach" można znaleźć dużo ciekawych rzeczy, udało nam się dorwać zestaw z cekinami, z których trzeba było ułożyć papugę:





wtorek, 28 maja 2013

Coś jednak robię!

Żeby pokazać, że jednak coś tam sobie czasem dłubię, wstawiam zdjęcia moich różyczek. Prawdą jest, że dużo nie przybyło, patrząc na czas, który minął, od kiedy ostatni raz pisałam o tym hafciku, jednak nie powstaje on permanentnie, a tylko jak najdzie mnie ochota :D
Tak prezentuje się na dzień dzisiejszy:



No i przy okazji chciałam pochwalić się, że wreszcie udało mi się nagrać moją papugę w kąpieli! To tylko krótka część filmiku, bo Kuba kąpie się kilka razy, odlatuje, wraca- i tak w kółko :)


niedziela, 26 maja 2013

Z okazji Dnia Matki

Dlaczego ja nic nie piszę? Dobre pytanie. W zasadzie dziś mi się przypomniało, że mam w ogóle bloga. To straszne, ale w drugiej klasie w zasadzie nie ma czasu, żeby bez wyrzutów sumienia usiąść i coś stworzyć. Może inaczej- robię trochę rzeczy, ale zazwyczaj zapominam o zdjęciach i nie mam czego wstawić na moją stronkę.
Tym razem jednak było inaczej, bo z okazji Dnia Matki postanowiłam przygotować mojej ukochanej mamie jej ulubiony tort. Osoby znające moją mamę wiedzą, że połączenie jej osoby z wypiekami jest dość niecodzienne, bo mama twierdzi, że ciast nie lubi. Tymczasem ma swój ukochany smak, mianowicie Tort Szwarcwaldzki. Powiem Wam, że to niespotykany widok, gdy moja mama zajada się ciastem!


Przepraszam, że te zdjęcia są takie nieprofesjonalne na jakiejś ławie z programem telewizyjnym w tle, ale przez myśli mi nie przeszło, że będę je gdzieś wstawiać, a teraz jest już za późno na robienie nowych, bo ciasto jest w połowie zjedzone.

Wszystkim Mamom życzę spełnienia marzeń i dużo miłości ze strony dzieci!